" Historia świata nie jest historią postępu wolności, lecz historią jej niezliczonych poronień "

 

Wybory, wybory, czyli jak niektórzy wmawiają ludowi „święto demokracji”. W teorii, takie "dni wolności i praw obywatelskch". Tylko należałoby się zastanowić „komu ta demokracja ma służyć”!

Nicolas Gomes Davila pisał: Demokratyczne wybory roztrzygają o tym, kto będzie uciskany w majestacie prawa. Patrząc na otaczającą nas rzeczywistość nie można się z tym nie zgodzić.

Demokrację można by uznać za niewinny żart, gdyby nie była maską bluźnierstwa i to bluźnierstwo patrząc na niektórych kandydatów i ich popleczników widać nieraz bardzo wyraźnie na ich twarzach. Aby do koryta, rozdmuchać swoją chwałę i sławę jako „obrońcy ludu” i czerpać z rogu obfitości pod płaszczykiem jakże „ciężkiej” pracy społecznej dla dobra „ukochanej, swojej, jedynej” ojczyzny czy społeczności lokalnej.

 Im większy jakiś demokratyczny kraj, tym gorsi muszą być rządzący: wybierani są przez większą ilość ludzi, co możemy zauważyć wybierając dużą grupę przedstawicieli do europarlamentu, sejmu, senatu, sejmików wojewódzkich, rad powiatowych, gminnych, dzielnicowych czy osiedlowych. Jak się mamy na nich poznać, jak przewidzieć ich zachowania ? Czyżby tkwienie w „syzyfowej pracy” groziło nam przez długie lata, a być może do końca naszego krótkiego życia ? Według demokraty mieć rację to ryczeć w najsilniejszym chórze i coraz bardziej bolą nas te nasze uszy, oj bolą a laryngolog nic tu nie pomoże ani przepłukaniem, ani nawet poleceniem włożenia zatyczek bo ten krzyk przechodzi wszelkie „mury” i siłę trochę obniża dopiero po „głosowaniu”, by wrócić przy następnych wyborach. Demokrata ślęczy nad wynikami badań opini publicznej jakby to były święte księgi aby wtłaczać je na siłę poprzez ogłupiacze medialne w głowy biernych biednych widzów, którzy idą i głosują, bo tak powiedzieli w „telewizorni”. Prawdy umierają i świętują swoje zmartwychwstanie. Błędy nie umierają nigdy, dlatego tak trudno nam się jest wyzwolić spod wpływów demokratycznych cwaniaków i człowiek mówi o względności prawdy, gdyż prawdą nazywa swoje niezliczone błędy. Może nas przerażać trend współczesnego świata w którym wybór grupy nieudolnych przez masę niekompetentnych powoduje niesłabnący poklask i entuzjazm. Wszystkim, którzy kandydowali (będą kandydować) w wyborach i zostali (zostaną) wybrani należy przypominać, żeby nie czuli się „wyżej postawieni” i nie uważali się za lepszych od innych!

Historia świata nie jest historią postępu wolności, lecz historią jej niezliczonych poronień, tak mawiał pisarz kolumbijski Nicolas Gomes Davila. Mówił też że patriotyzm powinien być niemy. Uważał on, że Ojczyzna jest ( zostawiając na boku nacjonalizm) tylko tą przestrzenią, ktorą człowiek ogarnia wzrokiem, kiedy wejdzie na wzgórze. Jeśli w pojęciu ojczyzny nie ma miejsca na świątynie i groby, jeśli staje się ona sumą interesów, wówczas patriotyzm jest hańbą !  Patriota powinien być dumny z różnorodności panującej w jego kraju i nie wynosić się ponad przedstawicieli innych narodowości i grup etnicznych – niebezpieczeństwo to grozi nacjonaliście, który czuje się przede wszystkim częścią kolektywu a jego lojalość jest horyzontalna, a nie wertykalna. Patriota winien przyjmować „ponadnaturalny”, etyczny, a nie etniczny, punkt widzenia. Wobec kraju w którym się urodził, kraju jego przodków lub kraju, który wybrał za swoją ojczyznęcechuje go wierność i lojalność.

Nacjonalizm był często przyczyną niezgody i wojen.Wojny gabinetowe, w których walczyli ze sobą opłacani ochotnicy toczyli monarchowie przed rokiem 1789. Natomiast Rewolucja Francuska ze swoimi nacjonalistycznymi i kolektywistycznymi ideami wprowadziła przymusowy pobór do wojska zgodnie z zasadą wszyscy mają równe prawa, przeto wszyscy mają równe obowiązki, co spowodowało pojawienie się wojen ludowych, które po roku 1914 nabrały wyrazistego charakteru ideologicznych krucjat.

Należy pamiętać o tak istotnych czynnikach jak narodowość, obywatelstwo i rasa. W pojęciu narodowości mieści się język, obyczaje, sposoby, zachowanie, tradycje kulturalne, zawierają się w niej wartości racjonalne i duchowe i jest ona integralną częścią osobowości człowieka. Natomiast obywatelstwo jest stanem polityczno prawnym i może zostać zmienione w danym momencie, lecz również wymaga lojalności i nie należy zmieniać go jak rękawiczek.

Rasa jest determinowana przez czynniki biologiczne i nie można jej zmienić, chociaż w ciągu pokoleń taka zmiana może nastąpić. Różnice między rasami są raczej natury statycznej niż indywidualnej, rasa nie jest związana z narodowością, czy obywatelstwem, ani też z religią i kulturą, ale ma wpływ na pewne cechy np. fizyczne (południowcy są bardziej muzykalni).

Aby zmierzyć osiągnięcia i wkład w dobro państwa i społeczeństwa, wszyscy niezależnie od rasy, narodowości czy płci powinni jedną miarą być mierzeni !

Co należałoby zrobić, żeby człowiek był ceniony za to kim jest naprawdę i co potrafi, a nie za posiadanie wszechmocnych tatusiów, mamuś, wujków, ciotek, rodzeństwa czy kolegów mających „wejścia gdzie trzeba” i potrafiących dzięki znanym tylko sobie „korytarzom” wiele załatwić na rzecz swego protegowanego ? Jaki wprowadzić system, który sprzyjałby rozwojowi człowieczych talentów, a zahamował wysyp na znaczące pozycje w społeczeństwie „miernot”, „prostaków”, „prymitywów” i „matołów” ? Przecież formuła mówiąca o tym że pierwszym prawem narodów to być dobrze rządzonym wyklucza mierny poziom „elit” w których kwitnie lizusostwo i plotkarstwo, bo takie „elity” rządzić dobrze nigdy nie będą! Potrzebujemy dzisiaj minimalnego rządu o maksymalnej jakości. Administracja powinna być w rękach ludzi odpowiednio przygotowanych, a kariera publiczna może być otwarta tylko dla tych, którzy, jak niegdyś w dawnych Chinach, zdadzą egzamin wykazując się wysokim poziomem kultury i szeroką wiedzą. W okresie próbnym nowy urzędnik musiałby udowodnić, że swoją wiedzę teoretyczną potrafi wykorzystać i stosując przepisy prawa nie zabije ducha martwą literą. Kiedy okaże się, że traktuje tak samo dobro ogólne jak potrzeby jednostki, wtedy został by przyjęty na stałe do urzędniczej hierarchii.

W krajach europejskich przed 1918 rokiem podobny system przynosił im znaczne korzyści, na dodatek wykluczał z działalności politycznej urzędników i żołnierzy, którzy pozbawieni byli praw wyborczych wedle zasady kto służy dobru ogólnemu, nie powinien uczestniczyć w sporach partyjnych.

Obecnie większość partii politycznych obiecuje różnym grupom społecznym pieniądze (m.in. urzędnikom, wojsku, oświacie, bezrobotnym, itp.), nie wspominając nawet, że najpierw im je zabiorą ! Przecież ludzie powinni lepiej gospodarować swoimi pieniędzmi, niż urzędnicy. Rabunkowe podatki duszą firmy, powodując bezrobocie i podwyżkę cen, a nadmierna władza urzędników rodzi korupcję. Państwo zajmuje się gospodarką, oświatą, ochroną zdrowia i opieką społeczną dużo gorzej, niż zrobili by to sami obywatele, jednocześnie nie wywiązuje się ze swych obowiązkowych zadań, do których należy wymiar sprawiedliwości i zapewnienie bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego. Polityka winna być oparta na Prawie, Rozsądku i Sprawiedliwości i wolna od „brudnych interesów” i „układów”.

Nasza cywilizacja w szybkim tempie zbliża się do czasów, w których być może zostanie zrealizowana przepowiednia z aforyzmu Nicolasa Davili: Społeczeństwo przyszłości: niewolnicy bez panów. Chciwość, głupota i niewiedza tak już pogarszają jakość naszego życia, że sami ludzie bez szemrania zaczynają wpadać w ich niewidzialne sieci. Zniewalają się na własne życzenie a przecież ze wszystkich stworzeń jedynie człowiek posiada zdolność rozumienia i wartościowania moralnego, estetycznego i utylitarnego, tego co postrzega. Zmorą społeczeństwa staje się mentalność, wedle której dobry uczynek zachodzi wtedy gdy komuś krowę ukradnie„Kali”, natomiast gdy krowę ukradną „Kalemu” nazywa się taki czyn uczynkiem złym! „Mentalność Kalego” wyziera we współczesnym świecie dosłownie wszędzie: z polityki, z mediów, z gospodarki, z religii, itp. Rodzina chciałaby „swoje”, szkoła „swoje”, Kościół „swoje”, tak że na końcu zostaje „moje, moje, moje” kosztem „czyjegoś”! Nie ma „Nas”, „Was”, czy „Ich”. Występują jakieś„wyższe racje” podporządkowane „indywidualnej” korzyści, która nie wynika z uczciwej pracy i prawa do własności, ale z „układów”, „cwaniactwa” i straszliwych „ludzkich kompleksów”. Mimo chodzenia do Kościoła ludzie zapominają, że człowiek jest „istotą transcendentną” powołaną do tego, aby wyrastał ponad siebie! Nie możemy zapominać, że jeśli nie ma osobowego Boga , wszystko jest dozwolone, jeśli On istnieje, wszystko jest możliwe. Ludzka wolność nie powinna być celem samym w sobie, winna być warunkiem godnego życia i działania tak by można czynić dobro. Samorealizacja nie jest celem człowieka, ale samodoskonalenie będące wysiłkiem aby zmienić się w oczach Boga na lepsze. Nadrzędnym celem naszego życia nie może być dążenie do szczęścia na Ziemi. Wolności powinniśmy mieć tyle, ile jest to możliwe bez szkodzenia dobru ogólnemu i tyle ograniczeń, ile jest konieczne dla ochrony tegoż dobra.

Jeśli zapominamy, że być wolnym to poszukać sobie pana, któremu powinniśmy służyć, wówczas wolność nie jest niczym innym jak tylko absolutną szansą, że rozkazywać nam będzie pan najbardziej nikczemny (N.Davila).

                                                                                                                                                Marek Matlak